Dziś chcę i mogę, a nie MUSZĘ


Musieć. Hm. Całkiem interesujące słowo. A może bardziej zjawisko? Bo jak to jest, że coś musimy? Powiesz „Proste, albo sami sobie nakazujemy, albo ktoś nam coś narzuca”. I to oczywiście prawda na tym samym poziomie oczywistości co ta mówiąca, że Ziemia jest okrągła; ale dlaczego takie nakazy najczęściej wiążemy je z negatywnymi emocjami?

Zwróć uwagę nawet na prozaiczne aspekty życia, w których często pada stwierdzenie „muszę”, również w Twojej głowie:

muszę posprzątać dom
muszę dać psu jeść
muszę iść na trening

Naturalnie, przydałoby się ogarnąć mieszkanie, bo po dłuższym czasie zatoniesz w górze śmieci, a Twoja mama przychodząc w odwiedziny na pewno nie zapomni zapakować do torebki maseczki gazowej. Przydałoby się też nakarmić tego uroczego sznaucerka, bo głodzenie zwierząt zalatuje zwyrodnialstwem. Wypad na trening też całkiem spoko zważając, że zimowa nadwyżka kilogramowa nadal może mieć się dobrze. Sęk w tym, że to wszystko wymaga pracy. Mniejszej lub większej, ale p r a c y. I naprawdę nie rozumiem, dlaczego tak ogromna część ludzi jakąkolwiek pracę/aktywność/wysiłek/PODNIESIENIE TYŁKA Z KANAPY uważa za zło konieczne. No szczerze. Czym byłoby życie, gdyby nie trzeba było nic robić? Myć zębów, odkurzać samochodu, chodzić do pracy? Wybaczcie, że będę taka bezpośrednia, ale zmarli i zwierzęta też nie myją zębów ani nie golą pach, a jakbym powiedziała jakiejś dziewczynie „jesteś jak szympans” albo „jesteś jak zwłoki” to byłby foch jak stąd do sąsiedniej galaktyki!

Tutaj właśnie dochodzimy do sedna sprawy. Przez ten niewinny czasownik podświadomie kodujemy w swoich mózgach, że zrobienie czegokolwiek to przykry obowiązek, który należy odbębnić, żeby później móc nie robić nic. Ale, niech mnie ktoś błagam! oświeci, jaki jest sens w robieniu niczego i z jakiej okazji ma to być nagroda za zrobienie czegoś, co sprawia, że życie jest życiem, a nie wiszeniem w przestrzeni? Droga wolna, niech niektórzy mówią, że przesadzam. Ale miejmyże rozum i godność człowieka - mylenie odpoczynku i ohydnego lenistwa obraża mnie na takim samym poziomie jak denna fabuła filmów produkowanych przez RomanceTV.

Całym sercem kocham sprawdzać nowo wyszperane techniki motywacyjne i psychologiczne na sobie i swoim otoczeniu. Dlatego na drodze eksperymentu jakiś czas temu zaczęłam zamieniać słowo „muszę” na „chcę”. I wiecie co? Świetna sprawa! Chcę wstawać codziennie rano, chcę pomagać ludziom, chcę wykonywać swoje obowiązki. Życie jest dzięki temu tak piękne, że energia do nawet najprostszej aktywności pojawia się sama i produkuje całą masę chęci do sięgania po więcej i więcej każdego dnia.
Spróbujcie sami! Podejmijcie moje wyzwanie i sprawdźcie tę taktykę. Jak? Ja rozpisałam sobie listę, która na luźny dzień spędzany w domu wyglądała tak:


Dzięki niej po prostu nie miałam czasu na bierność, nudę czy lenistwo. Chwytałam każdą chwilę z tego dnia i uważam, że właśnie o to chodzi w życiu. Żeby czerpać z niego garściami i cieszyć się każdą chwilą, bo chwila, która trwa nie podlega replay’owi. Właśnie to sprawia, że życie jest życiem.


Rosa xx

Komentarze